“Zły” Tyrmanda – o moja kochana Warszawo!

Bogdan Łopieński, Pałac Kultury i Nauki, widok od północy, 1958
Bogdan Łopieński, Pałac Kultury i Nauki, widok od północy, 1958

Niesamowicie frapuje historia niedawna, ale wystarczająco odległa, aby w niej nie uczestniczyć, a tylko coś tam o niej słyszeć. Czasy młodości babci i dziadka, lata 50-te, czyli już 60 lat temu! Tak dawno, ale już wystarczająco współcześnie. Niby trochę starocie, ale jakieś takie na czasie.

Najważniejsza książka Tyrmanda to cegła – drobna czcionka na żółtym papierze, dialogi nierozdzielone jak w anglojęzycznych wydrukach – gdyby były rozdzielone, nie zabierałabym jej codziennie do pociągu, bo miałaby 1000 stron i nie zmieściłaby się do torebki :)

Jest to niewątpliwie inwokacja na cześć ukochanego miasta, te powtarzające się wyznania uwielbienia rozbawiają, są trafne i spostrzegawcze, niesamowicie poetyczne nawet jeśli wychwalają zalety warszawskich straganów czy lokalnej gwary.

Historia rozgrywa się w przestępczym półświatku powojennej Warszawy, akcja krąży z kartograficzną dokładnością ulicami Pragi, Powiśla, Starego miasta, Woli i okolic obecnego Dworca Centralnego. Wszędzie toczy się dynamiczna odbudowa, miasto otrzepuje się z nie tak odległej zagłady i pręży młode żebra, a napływowi nieobyci robotnicy mieszają się ze starymi miastowymi wyjadaczami. W sercu tego wrzącego tygla, gdzie brutalne akty chuligaństwa nękają porządnych obywateli, wyłania się domorosły Zorro, nazwany Złym.  Na własną rękę wytacza on wojnę drobnej przestępczości i hultajstwu, jest wszędzie, gdzie cierpią niewinni, zapobiega eskalacjom przemocy.

Urasta do legendarnej zjawy ze wściekle białymi oczami. Jest brutalny, ale skuteczny, o wiele bardziej niż milicja, która z zazdrości mu popularności. Zdobywa wierne grono wielbicieli, kopiujących jego metody. Jego sława nie uchodzi także uwagi grubszym rybom, nie bez powodu, Zły sukcesywnie pomniejsza ich szeregi. Nic dziwnego że Ci zainteresowani są jego unieszkodliwieniem, na czele z Kudłatym – odzwierciedlenia najczarniejszego zła i postrachu największych kozaków. Historia trafia też na radar warszawskich dziennikarzy, którzy widzą w niej niesamowity potencjał – romantyczny super-bohater to wspaniały temat na pierwszą stronę.

Trzon powieści skupi się na nieprzeciętnym przekręcie biletowym gangu Merynosa, a liczne wątki zbiegają się w logiczną całość. W tle wartkiej akcji bohaterowie zakochują się, co dodaje powieści romansowego podźwięku.

Nie mogę też pominąć, jak autor zręcznie operuje humorem, odnajduje żart w wydawać by się mogło powszechnych aspektach życia, mistrzowsko wyśmiał zatłoczone tramwaje a historia “Kup pan Cegłę”  – jakże irracjonalna, ale ja jednak wierzę, że mogła się wydarzyć :)

Książkę polecam miłośnikom wczesnego PRL-u i poszukiwaczom warszawskiego klimatu. I chociaz wydaje się, że takiej Warszawy już nie ma, że zniknęła pod metropolią pośpiesznych sukcesów, wściekłych kierowców, pozerstwa i mody na drogie drinki, to jednak są elementy paraleliczne. Wtedy też zjeżdzali się nierozgarnięci w oczach Warszawiaków prowincjusze, tramwaje pękały w szwach a Warszawiacy przedzierali się codziennie przez wszędobylskie place budowy.

One Response to ““Zły” Tyrmanda – o moja kochana Warszawo!”

  1. Ania K

    Nie czytam Twpjej notki, bo pod koniec czerwca realizuke swoj voucher, ktory dostalam w pracy na urodziny :) – bilet do Teatru Powszechnego na … “Zly” :)

    Reply

Leave a Reply