Trivia Night – czyli w jaki sposób Australijczycy wspierają przyjaciół

Wczoraj miałam możliwość uczestniczyć w chyba dosyć typowym tutejszym przedsięwzieciu, jakim jest tzn. wieczór charytatywny na wsparcie konkretnego celu. Tym celem była pomoc finansowa dla siostry kolegi, która została wytypowana do narodowej drużyny krikieta halowego i za miesiąc leci na mecz do RPA. Koszty nie są pokrywane w całości przez państwo, tak więc przedsiębiorczy znajomi i rodzina postanowili zatroszczyć się o dodatkowe fundusze w ten oto sposób, zapraszając około 70 osób do rywalizacji w quizach i dodatkowych zabawach.

Nagrody dla zwycięzców zostały wyproszone w lokalnych sklepach i innych biznesach (np. były koszyki z kosmetykami Avonu, vouchery na siłkę, wina, damskie portfele). Wygląda na to, że nie trudno o takie wsparcie ze strony lokalnych przedsiębiorców, nazwy firm zostały wspomniane w podziękowaniach. Oprócz zagadek całość sprzedaży piwa, napojów i oczywiście obecnych kanapek z grillowaną kiełbaską (sausage rolls) szła do worka dla Keisy. Jeśli ktoś został złapany na googlaniu odpowiedzi na iPhonie – 5 dolców kary dla Keisy, podpowiedź do zagadki – 3 dolary. Były też losowania nagród dodatkowych (tzw. raffle – czyli kupuje się bileciki z numerkami, które są potem losowane, im więcej kupisz bilecików tym masz więcej szans).

Przebojem wieczoru okazała się zabawa w rzucanie monet (zasada – muszą być to monety złote, czyli 1 lub 2 dolary). Ustawia się whisky i wszyscy próbują rzucić i umiejscowić swoją monetę jak najbliżej butelki, wszystkie monety które są dalej, trafiają do worka dla Keisy. Zabawa może trwać całą noc, nowi gracze dochodzą do rywalizacji licząc na szybkie zwycięstwo i whisky za dolara – nie ma jednak tak łatwo, bo każdy liczy na to samo i pokonuje się nawzajem w spektakularnych i głośno oklaskiwanych rzutach. Po kilku próbach oczywiście emocje i żądza zwycięstwa bierze górę i rozmieniane są kolejne banknoty. Monet w worku nie brakuje, banknotów przybywa.

W ten oto sposób pospolita butelka whisky za 30 dolców w monopolowym zarabia na siebie jakieś 300 dolarów, a ostatni szczęśliwiec odchodzi w glorze i chwale, rozradowany jak osioł do siana. Rewelacja!!! Tak niewiele potrzeba aby rozbudzić ducha pomagania sobie. Najważniejsze, żeby nie było nudno ani rzewnie, żadnego moralnego przymusu czy natarczywego epatowania potrzebą wsparcia. Wystarczy zaspokoić ducha zdrowej rywalizacji i interesowności. Przecież te nagrody nie były jakieś niesamowite, nie było iPada, konsoli do gier czy deskorolek, liczy się nawet niewielki drobiazg.

Muszę przyznać, że w tym gronie w większości obcych mi ludzi, w hali publicznego ośrodka sportowego w jednej z najgorszych dzielnic Sydney, i mi udzielił się przyjemny duch lokalnej społeczności. świadomość,  że ludzie wokół nas nie są tylko po to, żeby dokładać do ścisku i zaduchu w pociągu, do zakorkowanych ulic i globalnego ocieplenia. Ludzie są sobie nawzajem potrzebni a posiadanie takich przyjaciół to rzecz o którą warto zabiegać.

Leave a Reply