Source code – ej, coś tu się nie zgadza…

Source codeSource code to jeden z tych filmów, które są “fajne”, które lekko można polecić znajomemu do ściągnięcia na torrencie  i które można chwilę potrawić i zwalidować pod względem spójności całej historii, a tylko dlatego,  że jest całkiem ciekawa.

Wyobraź sobie, że istnieje technologia, która pozwala w jakiś sposów czytać pamięć podręczną martwego mózgu, ostatnie zapisane bajty, aby odtworzyć rzeczywistość widzianą oczami nieboszczyka. Do dyspozycji jest tylko 8 ostatnich minut, tylko tyle zachowuje się w umierających zwojach neuroprzekaźników.

Jeśli ktokolwiek posiada taką technologię, to będzie to oczywiście amerykańska armia, któż inny. Któż inny posunie się też do perfidnego wykorzystania umarłego (prawie) w boju żołnierza do podpięcia go do tej niezwykłej maszyny, w której może on wcielić się w ciało jednego z wielu pasażerów pociągu do Bostonu, który wybucha i nikt nie przyżywa tragedii. Bohaterowi trudno zrozumieć, że nie cofa się w czasie a tylko trafia do umysłu faceta, do jednej z możliwych interpretacji rzeczywistości. Jego misją jest zidentyfikowanie terrorysty. Oczywiście nikt go nie informuje, że tak naprawdę nie żyje. Ups, ja chyba też nie powinnam tego pisać, bo widz też nie jest przez dłuższy czas świadomy :)

W każdym razie przejdę do konkretów. Jest to naprawdę fajne kino akcji, dosyć świeże i nie przedobrzone jak podobne gatunkowo “Inception”. Sorry Leonardo, ostatnio wymiękasz, a od tego samego wyrazu twarzy robią ci się zmarchy.  Tutaj bohater (grany przez Jake Gyllenhaal ) jest z krwi i kości, gra aktora też pomaga zbudować prawdziwy i nie pozbawiony wad charakter. Towarzysząca laska (Michelle Monaghan) też ciekawie się zaprezentowała, chociaż trochę była denerwująca, biorąc pod uwagę, że kilka razy była główną przyczyną niepowodzenia akcji (powinien zawsze na początku 8 minut ją unieszkodliwić, żeby się nie pałętała, jak się ratuje świat, ale z drugiej strony wtedy by się nie zakochał ;)

Damian określił go ciekawie: “Geek movie”. Jest trochę taki, ale nawet mój “NIE-geek” był ukontentowany. Trochę dowcipu, trochę akcji, trochę niby-naukowych dyskusji to zwykle recepta na dobre kino. Polecam.

One Response to “Source code – ej, coś tu się nie zgadza…”

  1. Moon – świetlana wizja przyszlosci | horsik

    [...] na Rotten Tomatoes, aby sprawdzić, co jeszcze ciekawego grają w kinie. Okazuje się, że wychwalony przeze mnie “Source code” ma się dobrze i dostał aż 91 procent lajków. Zajrzałam, [...]

    Reply

Leave a Reply