Moon – świetlana wizja przyszlosci

Wiedziona nadmiarem czasu na trasie Central – Emu, zajrzałam na Rotten Tomatoes, aby sprawdzić, co jeszcze ciekawego grają w kinie. Okazuje się, że wychwalony przeze mnie “Source code” ma się dobrze i dostał aż 91 procent lajków. Zajrzałam, co jeszcze zrobił ten sam reżyser. “Moon” z 2009 roku zadziwiająco często pojawiał się w kontekście bieżącego filmu , jako lepszy lub jako “w tym samym gatunku”. Podążając tym tropem, kilka dni później “Moon” był bohaterem naszego piątkowego wieczora filmowego. Nie zawiodłam się na rankingu Rotten Tomatoes (90%).
Moon to inteligentny i dobrze przemyślany film. W przyszłości ludzie będą pozyskiwać energię z surowca wydobywanego na księżycu. Specjalny kombajn ryje powierzchnię złotego globu i pakuje pierwiastek do kontenerów, które są wysyłane na ziemie. Wszystko odbywa się prawie automatycznie i tylko jeden człowiek jest potrzebny do kontroli całego procesu. Pracownik Sam ma trzyletni kontrakt, który właśnie dobiega końca, całe szczęście, bo Sam przeraźliwie tęskni do zony i córeczki, trochę zdziwaczał, bo gada do roślin, ale generalnie wszystko z nim w porządku biorąc pod uwagę, ze nie ma łączności ze światem, a jego jedynym kompanem jest upierdliwy robot. Dziwne trochę, ze łączność została zerwana już jakiś czas temu i nikt jakoś nie dba, żeby biednemu odludkowi przywrócić dostęp do Facebooka.
Podczas rutynowych prac wydarza się wypadek, nie wygląda jakby astronauta miał wyjść z tego cało. Jednak Sam budzi się na stole szpitalnym księżycowej stacji, nie pamiętając, co się wydarzyło. Dziwne, że nie ma żadnych zadrapań. Wychodzi na powierzchnię księżyca, gdzie odnajduje wrak pojazdu, a w nim… Hm, nie napiszę, żeby nie zepsuć komuś filmowej uczty.

W każdym razie film, na którego jakimś cudem nie trafiłam w 2009 roku, zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. To ten typ fantastyki, która się pochłania i na bieżąco przetwarza i który zachęca do analizy w typie “To może się wydarzyć”. Poza tym jest doskonałym studium samotności. Nie tylko samotności dosłownej, ale też takiej, która dotyka nas wszystkich w świecie sieci społecznościowych, gdzie ograniczamy się do okazywania uczuć na poziomie robota opiekującego się Samem na księżycu – emotikony, krótkie frazy, niedociekanie, brak kontaktu fizycznego.

Dodatkowo lubię filmy, które nie hołubią się najlepszymi efektami specjalnymi, bo nie muszą. W moon wartość stanowi pomysł, gra aktorska, humor i charakter bohatera. Akcja mknie do przodu i nie pozwala na przerwy na siku.

W mojej skali Moon – 4.5 stars Source code – 4 stars :-)

Leave a Reply