128 hours – triumpf woli przetrwania

Do zapamiętania – zawsze miej przy sobie ostry scyzoryk. Pobieżnie sprawdziłam LeatherMan męża – ma taką solidną piłkę, która z pewnością dałaby radę z kością, i nożyczki – doskonałe do przecięcia nerwu i ścięgien.

Film oczywiście nie obfituje w wątki poboczne i rozbudowane postaci drugoplanowe – płaska historia, która wydarzyła się naprawdę, za pewne swego czasu wywołała “Wow, man!” efekt wśród żądnych wrażeń ryzykantów Jack-assów, w podobnym tonie została przedstawiona w efektownym i “na czasie” zrobionym filmie w reżyserii Danny’ego Boyle’a.

Przed obejrzeniem oczywiście znałam już całą historię oraz jak się zakończyła, toteż seans spędziłam w oczekiwaniu na ten moment i czy dam radę nie odwrócić wzroku (co jest swego rodzaju sprawdzianem mojej chorobliwej dumy kinowego twardziela).

Nie ulega wątpliwości, że film jest nakręcony pod młodą publikę, obfituje w hałaśliwą muzykę i nasycone obrazy, doskonale oddaje, co może siedzieć w głowie około 25letniego chłopaka, który nie chce dorosnąć, gadżeciarza, emanującego modną postawą beztroski i niegroźnego egoizmu cechującego społeczności wysoko rozwinięte.

W miarę upływu jego godzin w potrzasku można go jednak polubić, jest zaradny i rozsądny, można tylko sobie wyobrażać, jak zimno, ciemno i samotnie jest gdzieś na dnie jaskini, jakie myśli przebiegają przez głowę, film stara się uchwycić moment, w którym zaczyna się tracić zmysły, gdy traci się nadzieję, gdy godzi się z porażką. Zupełnie jak na komicznym youtube-owym filmiku o żyrafie uwięzionej w ruchomych piaskach (polecam, szukaj – “stages of grief”).

I już kiedy nadszedł ten moment rozstania z ręką, po trochu miałam dość jego majaczeń i retrospekcji, wyznań do kamery i błędnego wzroku i ucieszyłam się, że w końcu zdobył się na ten krok.

Przewrotne było to, że życie uratowała mu wszędobylstwo istoty ludzkiej – gdyby nie haki zostawione przez wcześniejszych turystów, jego poświęcenie kończyny poszłoby na marne i nie dał by rady . Zupełnie nieoczekiwana lekcja dla uciekającego od cywilizacji samotnika.

Wzruszające zakończenie nie było zbyt przerysowane, ogólnie całkiem przyzwoity film, aktor James Franco zagrał na wysokim poziomie i po tym filmie będę go rozpoznawała, wcześniej nie umiałabym wymienić choć jednego z nim filmu.

Oczywiście dyskutowaliśmy zupełnie teoretycznie, czy w tej sytuacji zrobilibyśmy tak samo, ja nie wiem, trudno to przewidzieć, nie wiadomo, czy to siła charakteru pomaga, czy raczej pierwotna wola życia, czy szaleństwo odwodnionego organizmu. Jedno jest pewne, to była prawdziwa historia – ktoś  już to raz zrobił. Swoją drogą, byłoby trochę trudniej gdyby utknął z nogą…

Leave a Reply