10 rzeczy różniących Polskę i Australię – Część 1

W tej serii postów postaram się spojrzeć na kilka różnic, które dostrzegam po zaledwie krótkim stażu mieszkania do góry nogami (Living Down Under -  tak Australijczycy lubią określać ich obywatelstwo). Nie będzie to praca naukowa, czasem podam jakiś encyklopedyczny fakt, ale raczej większość porównań jest bardzo subiektywna i osobista. Zachęcam do polemiki.

1.Pogoda

Pogoda w Australii jest bardziej urozmaicona i zmienna. Dla ułatwienia będę porównywać klimat Sydney z Lublinem, a i tutaj trudno o jednolitość nawet w obwodzie 50 km. Ocean ma duży wpływ na temperaturę i opady od wschodu , a od zachodu masyw górski. Bywa, że w Emu (na obrzeżach Gór Błękitnych) ani jednej chmurki, a w mieście leje jak z cebra. Duży wpływ ma też zabudowanie drapaczy chmur, które zatrzymują wilgotne oceaniczne masy powietrza. Generalnie zachodnie dzielnice  metropolii Sydney są w lecie kilka stopni cieplejsze, a w zimie kilka stopni zimniejsze.

Pogoda wydaje się być bardziej zdecydowana i gwałtowna, jak pada, to pada mocno i długo. Bywa że pada non stop przez kilka dni. Jak zapowiadają falę upałów, to będzie to ponad 40 stopni, czasem z dodatkiem wiatru, który przy takiej temperaturze działa jak suszarka do włosów.

Pogoda ma też większy wpływ na życie codzienne. W wielu miejscach są tablice ze skalą i strzałką wskazującą zagrożenie pożarowe. Kilka lat w tył strzałka na większości widzianych była na czerwonym polu (zagrożenie ekstremalne). Ostatnio, po wielu opadach i widocznej zmianie klimatu wszędzie zauważam strzałkę na zielonym polu.

Kolejnym przejawem świadomości pogodowej jest regularne raportowanie poziomu zbiorników retencyjnych zasilających miasta w wodę. A kiedy robi się cienko, wprowadzane są restrykcje, np. nie można podlewać trawnika w dzień, albo nie można myć samochodu. Tutaj raczej nie wykorzystuje się wód podziemnych, albo się nie nadaje, albo jej nie ma. Woda do picia pochodzi ze zbiorników retencyjnych (Dams). Jest ich bardzo dużo w porównaniu z Polską.

Ostatnim aspektem jest gadanie o pogodzie, zjawisko raczej nie tak częste i kwieciste w Polsce. Polacy raczej nie poddają pogody analizie w przypadku, gdy nie mają o czym mówić. Tutaj normą jest konwersacja, ile cali deszczu spadło rano. Na odmiany deszczu jest tak wiele określeń, w Polsce nie ma aż tak wielu – mżawka, kapuśniaczek, ulewa, deszcz. A tu: patchy rain (przelotny) , drizzle (lekki) , spit (plujka) , downpour (leje jak z cebra),  misty rain (mżawka), pissing down (szczy z nieba), raining cats and dogs (bardzo pada, absolutely chucking down (bardzo bardzo pada), light rain (lekki), heavy rain (ulewa).

Sydney Lublin
Roczna średnia temp 17.9 C 8 C
Roczna suma opadów 1173mm 550mm
Długość zalegania pokrywy śnieżnej hm… zero ? 80 dni

2. Rolnictwo

Największa różnica opiera się na zacofaniu polskiego rolnictwa i nowoczesnej intensywnej produkcji w Australii. W Polsce jest 2 miliony gospodarstw rolnych, średnia wielkość to 8 ha, w Australii- nikt nie podaje tych danych bo nie ma sensu – jest to bardzo zróżnicowane w zależności od regionu. Największa farma (Anna Creek Station) zajmuję powierzchnie większą niż Izrael. Powodem tak dużych farm jest suchy klimat, farma musi być duża, żeby wyżywić te masy owiec i bydła. Im głębiej w ląd, tym farmy większe. Na wybrzeżu farmy są małe ale bardzo produktywne, lub tak zwane Hobby farms (hobbistyczne), kupowane przez emerytów lub bogatych pasjonatów.

Na moją prośbę Damian przygotował mapkę ze średnią wielkością farm w hektarach (Australijczycy raczej używają akrów)

średni rozmiar farm w Australii

A poniżej porównanie w ilości zwierząt hodowlanych różnego gatunku. Porównanie sporządzone w http://www.wolframalpha.com/ Jak widać, w kozach, krowach i owcach Australia wygrywa bezapelacyjnie. Rywalizacja nie ma sensu, bo Australia jest drugim na świecie producentem bydła (za Brazylią). Za to w świnkach my rządzimy, w Australii nie je się za dużo wieprzowiny, ale to się zmienia razem z emigracją Chińczyków :-)

Farmerzy w Australii to najczęściej kolejne pokolenia rodzin osiadłych na początkach jej kolonizacji – Brytyjczycy, Irlandczycy i Włosi (ci produkują świetne wina). Dla farmerów farma to biznes, i tak też jest traktowany. Głównymi problemami, z którymi się zmagają to susza, odgórne ograniczenia w zezwoleniach irygacji, szkodniki (teraz jest plaga myszy), chwasty, degradacja gleb (np. zasolenie), pożary, kangury (które mnożą się na farmach jak króliki). Polski rolnik ma inne warunki i innych wrogów i sprzymierzeńców – rząd i Unię Europejską (lepiej zapytać polskich rolników o zdanie).

Oczywiście rzucającą się w oczy różnicą jest poziom mechanizacji. Traktory są i w Polsce, ale na pewno nie takie:

Takie cuda to żadna nowość, tak było i 20 lat temu (teraz dodatkowymi fanaberiami jest wykorzystanie nawigacji satelitarnej do kierowania traktorem), w Polsce 20 lat temu było tak:

To by było na tyle. W kolejnych częściach kolejne różnice:

3. Kuchnia i gotowanie
4. Drogi
5. Mieszkalnictwo
6. Przyrost naturalny
7. Szkolnictwo prywatne
8. Średnia długość życia
9. Zwroty grzecznościowe i powitania
10. Grill na działeczce

One Response to “10 rzeczy różniących Polskę i Australię – Część 1”

  1. Matka Gosia

    Przegiełas z tym że niby Ci ludzi to 20 lat temu ,nie było juz takich nosideł na plecach.To raczej lata jakieś trzydzieste no może czterdzieste.Ja jak byłam mała to juz nie widziałam takiego czegoś.To czasy raczej Chłopów-Reymonta.Super się czyta Twoje pisanie.Polakdogórynogami ma następce.No co tam-stary już jest i już.

    Reply

Leave a Reply